Pieprzona rutyna. Chwila odpoczynku, oddechu na moim ukochanym krakowskim Westerplatte, po czym brutalny powrót do rzeczywistości. Swoją drogą, miejmy nadzieję, że za niecałe pół roku moja domniemana 'rzeczywistość' przeniesie się właśnie tam, w ukochane strony. Nadzieje są wielkie, motywacja również, ale na początku trzeba nauczyć się uparcie dążyć do celu, ktoś pomoże?
Zbyt często ostatnio tracę równowagę.
Potrzebuję dobrego wina, papierosa i czterdziestoośmio godzinnej doby. Ewentualnie jeszcze zniesienia dzisiaj wprowadzonego zakazu palenia w miejscach publicznych - jak można zrelaksować się przy kawie bez papierosa?
Poniżej parę nic nieznaczących własnych kadrów plus mała niespodzianka dla samej siebie od Jeffrey'a Campbella, która właśnie do mnie podróżuje i miejmy nadzieje dojdzie w upragnionym czasie.
Plus niespodzianka dla samej siebie, która za niecały tydzień powinna dojść:







